wtorek, 20 marca 2018

Szukam miłości...

...takiej zwykłej niezwykłej, codziennej ...nie motyli w brzuchu, nie zawrotów głowy... pozbawionej całego tego szaleństwa... nie nastoletniej ale dojrzałej, spokojnej... takiej dającej poczucie bezpieczeństwa i pewność...takiej do końca...na dobre i na złe... .Szukam kogoś do kochania...kogoś kto będzie kochał mnie taką jaką jestem, kogoś dla kogo będę ważna, nie najważniejsza ale ważna, kogoś kto będzie mnie chciał, kogoś kto będzie dumny, że mnie ma, kogoś kto przytuli i wysłucha, pozwoli opowiedzieć o minionym dniu i kto sam opowie, kogoś bliskiego do przytulania i do ugotowania obiadu, do wygłupiania się i śmiania i kto będzie w trudnych chwilach, pocieszy, potrząśnie gdy będzie trzeba i czasem pochwali...takiego kogoś zwykłego, nie żadnego przystojniaka za którym inne będą się oglądały, kogoś kogo będą mi zazdrościły koleżanki (znacie to patrzycie na parę, patrzycie na męża, ojca w oczach którego pomimo upływu lat widać miłość do kobiety którą wybrał, widać, że nadal jest pewny swojego wyboru, nadal kocha, nadal ta żona jest całym jego światem i żadna inna się nie liczy... kiedy patrzysz na taką parę to po prostu wiesz...bardzo rzadko się coś takiego zdarza ale się zdarza a wyjątki potwierdzają regułę).
   Dużo chcę...? niby nie dużo a jednocześnie tak wiele. My kobiety marzymy o księciu na białym koniu który okazuje się nie do wytrzymania w codziennym życiu...a powinnyśmy może szukać takich niepozornych, niezauważalnych, będących gdzieś obok...

Ten post napisałam jakiś czas temu, teraz do niego wracam i ...doszłam do wniosku, że ja po prostu szukam tego cholernego poczucia bezpieczeństwa, przynależności do kogoś i możliwości podzielenia się odpowiedzialnością za co dzień i święta...

Miłość codzienna
bez porywów serca
kubek kawy rano
"kocham cię" nie mówione
pokazane tylko

poniedziałek, 19 marca 2018

O rozstaniu z już byłym i nowym życiu

    Parę miesięcy temu, a dokładnie 19 lipca tamtego roku postanowiłam rozstać się z moim wieloletnim partnerem i ojcem Młodej. Nikt a także ja sama nie wierzyłam, że wytrwam w tej decyzji, tyle razy się rozstawaliśmy, tyle razy go pakowałam i zawsze wracaliśmy do siebie. On obiecywał poprawę a ja udawałam, że mu wierzę. Ba! Ja naprawdę wierzyłam, że on się może zmienić, że może właśnie tym razem coś do niego dotarło, że zacznie pracować nad sobą, że się postara, że po prostu będzie dobrze...! Niestety nie było...Jak było naprawdę, co działo się w naszych czterech ścianach to wiemy tylko my, czasem mam wrażenie, że tylko ja ...no i Młoda...bo druga strona tego związku uważa, że...same domyślcie cię co, te które coś takiego przeżyły wiedzą na pewno. Tak więc koniec końców zostałyśmy we dwie i to była najlepsza decyzja, zarówno dla mnie jak i dla Młodej, wiemy co zastaniemy w domu po powrocie ze szkoły i pracy, nie czekamy na powrót "tatusia", nie musimy uważać co mówimy, jak się zachowujemy itp., itd. Oczywiście, że bywa ciężko, dla mnie pod względem finansowym, odpowiedzialności, ilości obowiązków itd. a i dla córki dużo się zmieniło, myślę, że mimo wszystko na lepsze. Obie uczymy się na nowo żyć, funkcjonować, radzić sobie...na początku towarzyszyła nam przez wiele miesięcy euforia, że jesteśmy same, teraz powoli przyzwyczajamy się na spokojnie do tego stanu rzeczy, nasze wyobrażenia mierzą się z realnym życiem. Jednakże mimo wszystko, mimo wszystkich ciężkich chwil nie żałuję decyzji o rozstaniu, nadal się nią cieszę, powoli odzyskuję spokój, pewność siebie to wszystko co zabrały mi te wszystkie lata...i wam drogie "ludki z cyckami" (jak to mówi mój znajomy), życzę odwagi do podejmowania ryzyka, odwagi żeby się rozstać i pozwolić sobie w końcu żyć

niedziela, 18 marca 2018

Kolejny poniedziałek....trzeźwy

Wiele osób obudzi się dzisiaj z bólem głowy, suchością w ustach i wieloma innymi objawami kaca zastanawiając się jak przeżyć ten dzień i ja wiele razy tak właśnie miałam.
   Ten poniedziałek jest dla mnie kolejnym trzeźwym poniedziałkiem kiedy wstaję i nic mi nie dolega, to powoduje, że zaczynam lubić nawet ten dzień! Nowy tydzień, nowy początek i kolejne 24h do przeżycia. Tylko to się liczy. I nawet to, że zima wróciła i jest zimno, i biało, i niekoniecznie przyjemnie na dworze nie jest w stanie zepsuć mi radości z tego poranka i to jest dla mnie powód do trwania w swoim postanowieniu o niepiciu - trzeźwe poranki, kiedy bez obaw i z nową energią mogę zacząć kolejny dzień, tydzień...