niedziela, 30 lipca 2017

Miło...?

Ważne żeby było miło! A miło to byle jak, bez większych emocji, spokojnie a ja już nie wiem czy chcę być miła i czy chcę żeby w moim życiu było miło, chociaż nie było.
Miła to może być rozmowa z sąsiadką o pogodzie albo o czymkolwiek.
Było miło to zrobić coś i za chwilę o tym zapomnieć.
Być miłym to być niezauważalnym, takim zwykłym, przeciętnym, szarym człowieczkiem, który nie pozostaje zbyt długo w pamięci. A jak znika to nikt nie tęskni, wszyscy o nim szybko zapominają.  No kiedyś był ktoś taki.
Miłe to może być wolne popołudnie.
Miły, miła, miłe...doszłam do wniosku, że nie lubię tego słowa. Mówi się było miło ale się skończyło tylko co pozostało? Miłe wspomnienia, ulotne chwile które nie pozostawiły większego albo wręcz żadnego śladu w naszym życiu. A przecież może być np. ekscytująco, wesoło, smutno, przerażająco, niezapomnianie, podniecająco itp., jest tyle różnych możliwości, tyle różnych emocji.

niedziela, 23 lipca 2017

Bycie ofiarą życie z katem

Kur..., tu następuje wiązanka przekleństw.
Jakie my kobiety jesteśmy głupie, naiwne, bezsilne, ile możemy znieść, z nami można wszystko. Ofiary...naszych katów, których same sobie wybrałyśmy i...latami jesteśmy z nimi. Bite, gwałcone, poniżane, przypalane, niszczone od środka i na zewnątrz i nie wiem co gorsze. Zawsze w gotowości, przewidujące, żeby wszystko było tak jak sku...chce, żeby tylko się nie zdenerwował, nie miał powodu ale on i tak go znajdzie, brak powodu to też powód. Żyjemy i jakoś to będzie, na początku się buntujemy, jeszcze wierzymy, że może będzie lepiej, że się zmieni przecież nie zawsze jest źle, on nie zawsze jest zly bywa miły, bywa, że jest tak jak być powinno? czyżby. Wachania nastroju albo przesadnie miły, jakieś kwiaty, prezent, przeprosiny i obietnica że więcej nie będzie, chwila odpoczynku i znowu kat musi coś odreagować...tylko kurwa dlaczego nas żonach, niech idzie i zmierzy się z kimś równym sobie ale nie bo może dostać a on lubi tylko bić, bić gdzie popadnie i tym co mu akurat w ręce wpadnie tylko nie po twarzy i chodzi potem taka w długich spodniach i w bluzce z długim rękawem żeby nikt nie widział...i nie szuka pomocy nie dzwoni na policję bo po co...?
I tak latami całymi, nie odchodzimy bo nie mamy siły, bo widzimy się jego oczami i ślepo wierzymy, że skoro on mówi, że nie damy sobie same rady to tak jest napewno. Ile znacie kobiet które wyszły z toksycznego związku? Musi się stać coś tak złego, że aż niewyobrażalnego, musi coś pęknąć albo musi zostać przekroczona pewna nasza granica ....i nie wychodzimy z podniesioną głową tylko uciekamy pod osłoną nocy, cichaczem, czasem wybieramy śmierć bo tak najłatwiej?. Rzadko się zdarza żeby kat znalazł nową ofiarę a nas po latach zostawił ale! wtedy i tak tęsknimy zamiast się cieszyć, ba próbujemy ratować związek często prosząc i błagając, dając mu prawo żeby być dla jeszcze gorszy. Czasem odchodzimy ale pozwalamy mu wrócić, patrz widzisz sama nie dałaś rady, a nie mówiłem!

My ofiary boimy się zmian, wybieramy zło które znamy, które już jakoś oswoiłyśmy...

I wczoraj ja która nie pamieta kiedy płakała ostatni raz miałam łzy w oczach ...i powróciły wspomnienia ....i rozpadłam się na sto kawałków ....i rąbnełam o ziemię...a każdy kawałek oddzielnie ...i coś we mnie pękło...i cieszę się że nie mam broni bo bym jej użyła, znalazła sku. chociaż śmierć to żadna kara. Takich powinno się łapać i torturować, powoli, długo a potem ratować im życie i znowu torturować i jeszcze raz, i jeszcze... żeby śmierć stała się ich jedynym marzeniem, żeby modlili się o nią nie każdego dnia, nie w każdą godzinę ale żeby każda minuta była ich modlitwą, żeby błagali o śmierć, żeby czuli strach...żeby mogli poczuć to co czuły kobiety, dla takich nie ma kary odpowiedniej.

sobota, 22 lipca 2017

Początek nowego życia

Wczoraj wróciłam do domu po wielu tygodniach nieobecności- najpierw pobyt na oddziale psychiatrycznym, potem terapia odwykowa. Długo mnie nie było, ponad 2 miesiące wyrwane z życia jednocześnie będące początkiem nowego okresu, może w końcu lepszego?

piątek, 14 lipca 2017

Mam się dobrze a...

Mam się dobrze a będzie jeszcze lepiej choćbym miała to szczęście sobie kurwa narysować.
Mam dość słuchania ciągle dobrych rad, pouczania mnie, umoralniania i tłumaczenia mi oczywistych oczywistości, gdzie byli ci wszyscy "dobrzy", mądrzy ludzie gdy tego najbardziej potrzebowałam? Kiedy marzyłam tylko albo aż żeby mnie ktoś tak po prostu przytulił? A teraz kiedy powoli, z wielkim trudem i bólem wstaję, odradzam się jak feniks z popiołów nagle się zainteresowali co u mnie słychać, jak sobie radzę. A właśnie daję radę, poradzę sobie na złość co niektórym. Nie było ich kiedy u mnie było źle, nie potrzebuję ich tym bardziej teraz. Bo kto jak nie ja.
Muszę tylko odzyskać siły, czerpać je ze złości i przeszłości, stać się na nowo silna. Przestać zadawać się z ludzkimi wampirami, którzy żywią się moją energią, moim smutkiem, wysysają ze mnie całą siłę i pozostawiają z niczym.

czwartek, 13 lipca 2017

Zimna suka powoli wraca do siebie

W ciągu ostatnich lat coraz częściej wychodziła ze mnie mała dziewczynka, której nie lubię - wrażliwa, niepewna, niezdecydowana, przejmująca się wszystkim i wszystkimi, kochająca do bólu, poniżająca siebie. Nie lubię jej, wkurwia mnie do granic cierpliwości ale cholera ta nie chce opuścić mojego ciała. Powoli jednak i tylko czasami do głosu dochodzi druga ja, ta zła, gorsza dla wielu moja strona osobowości - nieczuła ignorantka, zimna nic nie czująca suka, mówiąca co myśli, nie przejmująca się, mająca wiele rzeczy głęboko zwłaszcza ludzi, którym ufać nie można, cyniczna tą bardziej lubię. Taka na powrót chcę być... Tylko jak to zrobić?

wtorek, 11 lipca 2017

Zmiany są...

Życie to ciągłe zmiany, coś się kończy coś zaczyna. Jedni ludzie odchodzą, przychodzą drudzy, niektórzy niespodziewanie  powracają do naszego życia, pojawiają się w nim ponownie ale to już nie to samo... bo zarówno w nich jak i w nas zaszły pewne zmiany, niby niewielkie ale jednak.
Ktoś niespodziewanie wrócił do mojego życia, nie czekałam na to, pogodziłam się ze stratą, zaakceptowałam ją, w tym czasie zrobiłam krok do przodu a teraz mam poczucie jakbym cofnęła się w czasie. Zastanawiam się tylko czy tego chcę i dlaczego właśnie teraz, czy to znak żebym się zatrzymała w porę w tym co robię?

sobota, 8 lipca 2017

Lżejsza o to wyrzucę z siebie

Na terapii mówią, że człowiek jest lżejszy o to co z siebie wyrzuci.
Każdy ma ze sobą bagaż doświadczeń, z biegiem czasu, z biegiem lat staje się on coraz cięższy zwłaszcza jeżeli ciagle do tej walizki dokładamy nic z niej nie wyrzucając... Dla mnie te 6 tygodni to czas porządków, zastanowienia się czego już nie chcę, czego nie potrzebuję. To tylko początek długiej drogi ale od czegoś trzeba zacząć. Dalej chcę pójść lżejsza, z nową siłą, nowymi doświadczeniami, chcę być lżejsza... a jednocześnie silniejsza i mądrzejsza.
Ten czas odpoczynku i przemyśleń był mi bardzo potrzeby, wyjdę stąd zmieniona nie wiem tylko czy na lepsze czy na gorsze. Chociaż to zależy od tego kto będzie mnie oceniał, bo dla niektórych będzie to zmiana na lepsze, a dla niekturych stanę się zimną suką na dodatek bez serca...

Zastanawiam się czy chcę żyć

Parę dni temu w mojej głowie zaczęła krążyć myśl czy ja naprawdę chcę żyć, czy cieszę się że jestem, czy dziękuję Bogu, że żyję, czy dziękuję za każdy dzień? Nie! Życie mnie przeraża, życie na zewnątrz bo na razie jestem tutaj, w ośrodku, jak to mówią pod "parasolem ochronnym", nie wiem co mnie czeka na zewnątrz po 2 miesiącach nieobecności. Na pewno będzie to zderzenie bolesne zwłaszcza, że zamierzam wiele zmienić w swoim życiu (o tym następnym razem), przede wszystkim zamierzam być trzeźwa.

Zderzenie z prawdą o sobie

To chyba jest najtrudniejsze stanąć oko w oko ze sobą samą. Alkoholicy to tacy ludzie, którzy najwięcej do ukrycia mają przed samymi sobą. Przez lata uczyłam się nie pamiętać, zapominać niewygodne fakty, przechodzić obojętnie obok wszystkiego, nie myśleć, powtarzałam sobie do znudzenia, że przecież nie jest jeszcze tak źle, w sumie nic aż tak złego się nie stało. Gówno prawda. Stało się nazbyt dużo złego ale ja tak jakby tego nie zauważałam, nie chciałam widzieć... Jedyne czego chciałam to pić, obsesyjnie, histerycznie, bez opamiętania pić aż do całkowitego zapomnienia. W ten sposób przestawało aż tak cholernie boleć życie a co najważniejsze wspomnienia i ból z nimi związany stawały się do zniesienia, odchodziły odemnie pozwalając złapać oddech... Ulga jednak trwała tylko chwilę więc piłam częściej i więcej, zatracając się w tym.

Koniec depresji?

12 maja tego roku po raz kolejny próbowałam ze sobą skończyć i znowu tak się stało, że przeżyłam. Głównie na złość sobie bo miałam już wszystkiego dość. Powinnam nie żyć a jednak dalej muszę trwać. Co zrobiłam? Nałykałam się tabletek i popiłam alkoholem, dodam że trzeźwa nie byłam. Miałam wszystko zaplanowane, byłam sama: córka na wycieczce, partner nie wiadomo kiedy wróci, telefon wyłączony... tym razem miało się udać. Kurwa! Obudziłam się w szpitalu i czułam, że żyję, w pasach, w krwi, brudna i mokra, w siniakach które nosiłam na sobie jeszcze parę tygodni. Jak się obudziłam to chciałam wyjść i dokończyć dzieło. Raz że byłam unieruchomiona, dwa że jak w końcu pozwolili mi wstać nie mogłam utrzymać się na nogach,  120 tabletek zrobiło swoje. Przywieźli mnie do szpitala psychiatrycznego, przez parę dni nie byłam w stanie wstać z łóżka, położyli mnie na izolatce, pod kamerami, zero prywatności. Jak poszłam do toalety szukając chwili dla siebie przyszła pielęgniarka i zaczęła dobijać się do drzwi, poszła sobie dopiero jak wyszłam stamtąd.
Pamietam najbardziej to pytanie: bedziesz grzeczna czy zapinamy pasy. Jasne, że będę grzeczna, wystarczą mi te siniaki co mam.
Od tego wydarzenia minęły prawie dwa miesiące... Zdecydowałam się na terapię odwykową bo nie dość, że depresja to i uzależniona od alko. Dziś wiem, że depresji alkoholem nie da się wyleczyć.

Spotykamy codziennie tylu ludzi...

Spotykamy codziennie tylu ludzi, mijamy ich bez słowa, czasem nawet nie zaszczycimy ich swoim spojrzeniem. Zaganiani, zamyśleni, zamknięci w swoich własnych światach. Na terapii zaczęłam się zastanawiać ile razy ja przechodziłam obojętnie, słuchałam nie słuchając, widziałam nie widząc, myślałam nie myśląc... Obojętność- problem dzisiejszego świata, dzisiejszych ludzi.
Najsmutniejsza jest obojętność  najbliższych, rodziny, ludzi o których myślimy, że możemy na nich liczyć a ostatecznie zostajemy sami...