Muszę iść
do sklepu, w zasadzie nic nie muszę ale powinnam iść do sklepu, kupić coś na
jutrzejszy obiad. Jak nie zrobię tego dziś to jutro na pewno nie bo sklepy
zamknięte a ja dziś nie chcę… dziś mi źle, dziś mi smutno, dziś jest tak, że nic
tylko się napić i zapomnieć, zniknąć, odciąć się od wszystkich i wkurza mnie to
i boli, że jestem sama i że w razie czego nie ma obok mnie nikogo kto by mnie
powstrzymał, kto by powiedział, że nie
tędy droga, kto by w ostateczności zatrzymał mnie siłą w domu, kto zabrałby mi
tą butelkę pozornie pełną szczęścia i ulgi i kto przytuliłby mnie wbrew mnie… a
tymczasem ktoś kto wie o moim problemie pije przy mnie i prosi żebym mu kupiła
piwo, ktoś inny nie wierzy, że jestem uzależniona i nie widzi żadnego problemu
w tym żebym sobie chlapnęła, beztrosko mówi, że sam akurat pije zimniutkie piwko
nie zdając sobie sprawy z tego co mi robi wypowiadając te słowa. A ja już nie
chcę pić, nie chcę się wstydzić i czuć się bezsilna… czuć, że nie panuję nad
swoim życiem, że ono tak jakby dzieje się obok mnie a ja w nim jestem bo jestem
ale tak naprawdę to jest tylko moje ciało, a ja jako ja jestem nieobecna. I mam
ochotę wykrzyczeć tym wszystkim niby to bliskim osobom, że jestem alkoholiczką
i że to jest prawdziwe, i że ja tego sobie nie wymyśliłam i że oni pewnymi
swoimi zachowaniami powodują to, że ja bardzo cierpię, zarówno psychicznie jak
i fizycznie i … że to wpływa na moje zachowanie wobec córki, na mój nastrój i
na moje podejście do życia. Więc z tego miejsca proszę uszanujcie mnie i moją
chęć zmiany swojego życia!
Jeżeli nie potrafisz zaakceptować mnie trzeźwą nie ma
miejsca dla ciebie w moim życiu. Jeżeli mówisz, że mnie szanujesz, uszanuj moją
decyzję o byciu trzeźwą, decyzję o życiu
bez alkoholu. Wiem to trudne bo znasz mnie jedynie taką jaką byłam kiedy piłam,
z pijanym myśleniem, słabą i bezbronną a teraz dużo się zmieniło, ja się
zmieniłam… dojrzałam (?) może… ale wiem, że już nie chcę pić, nie chcę się
wstydzić! Mam dla kogo się zmieniać, mam dla kogo trzeźwieć, dla kogo stawać
się silniejsza i bardziej odpowiedzialna. Mam córkę, to jedyna osoba na której
mi tak naprawdę zależy i która mnie kocha bez względu na wszystko. Nie mogę sobie
a tym bardziej jej obiecać, że już nigdy nic, że już nie będzie w moim życiu
alkoholu. Wczoraj dopadł mnie „głód alkoholowy” z którym tym razem sobie
poradziłam ale nie wiem czy nie nadejdzie dzień, że powiem pierdzielę to wszystko i nie
zacznę od nowa.
Co mnie powstrzymuje od sięgnięcia po piwo, bo to je głównie
piłam? Świadomość, przekonanie, że na jednym się nie skończy, że jak zacznę to
popłynę i nie będę potrafiła samodzielnie wyjść z ciągu i zacząć na nowo
trzeźwieć. W końcu uznałam swoją bezsilność wobec alkoholu, zrozumiałam, że z
nim nie wygram, on jest silniejszy. Co mi pozostaje? Życie bez niego? Nie, tak
się nie da, on zawsze będzie obecny w różnych formach w moim życiu, chociażby na
półce w sklepie. Więc co mi pozostaje? Życie obok niego, zaakceptowanie faktu,
że on jest ale nie dla mnie. Jak to gdzieś przeczytałam, że niejako jestem na
niego uczulona i dlatego mi nie wolno.
Dwa miesiące bez
alkoholu? Jak jest? Jest dobrze, bywa ciężko, pojawia się czasem chęć
sięgnięcia po niego ale na co dzień o tym nie myślę. Chodzę co tydzień na
miting w mojej miejscowości, powoli poznaję ludzi i zaczynam się z nimi zżywać,
bo oni są tacy jak ja. Dokonali wyboru i trwają w nim, mają problemy,
wątpliwości, zdarzają się upadki ale idą na przód. Co zauważyłam i z czego
bardzo się cieszę to to, że odkąd nie piję i nie palę poprawił mi się nastrój,
lepiej śpię, inaczej myślę i w ogóle
lepiej mi się funkcjonuje. Jestem bardziej pozytywna, mam więcej siły i chęci
do życia. Tak naprawdę to nie wiem do końca czy to wpływ trzeźwości czy wiosny,
pewnie jedno i drugie ale to nie ważne, cieszę się, że jest jak jest.