niedziela, 8 kwietnia 2018

Nie chcę wracać do...? Trzeźwieję.

     Muszę iść do sklepu, w zasadzie nic nie muszę ale powinnam iść do sklepu, kupić coś na jutrzejszy obiad. Jak nie zrobię tego dziś to jutro na pewno nie bo sklepy zamknięte a ja dziś nie chcę… dziś mi źle, dziś mi smutno, dziś jest tak, że nic tylko się napić i zapomnieć, zniknąć, odciąć się od wszystkich i wkurza mnie to i boli, że jestem sama i że w razie czego nie ma obok mnie nikogo kto by mnie powstrzymał, kto by powiedział,  że nie tędy droga, kto by w ostateczności zatrzymał mnie siłą w domu, kto zabrałby mi tą butelkę pozornie pełną szczęścia i ulgi i kto przytuliłby mnie wbrew mnie… a tymczasem ktoś kto wie o moim problemie pije przy mnie i prosi żebym mu kupiła piwo, ktoś inny nie wierzy, że jestem uzależniona i nie widzi żadnego problemu w tym żebym sobie chlapnęła, beztrosko mówi, że sam akurat pije zimniutkie piwko nie zdając sobie sprawy z tego co mi robi wypowiadając te słowa. A ja już nie chcę pić, nie chcę się wstydzić i czuć się bezsilna… czuć, że nie panuję nad swoim życiem, że ono tak jakby dzieje się obok mnie a ja w nim jestem bo jestem ale tak naprawdę to jest tylko moje ciało, a ja jako ja jestem nieobecna. I mam ochotę wykrzyczeć tym wszystkim niby to bliskim osobom, że jestem alkoholiczką i że to jest prawdziwe, i że ja tego sobie nie wymyśliłam i że oni pewnymi swoimi zachowaniami powodują to, że ja bardzo cierpię, zarówno psychicznie jak i fizycznie i … że to wpływa na moje zachowanie wobec córki, na mój nastrój i na moje podejście do życia. Więc z tego miejsca proszę uszanujcie mnie i moją chęć zmiany swojego życia!


Jeżeli nie potrafisz zaakceptować mnie trzeźwą nie ma miejsca dla ciebie w moim życiu. Jeżeli mówisz, że mnie szanujesz, uszanuj moją decyzję o byciu  trzeźwą, decyzję o życiu bez alkoholu. Wiem to trudne bo znasz mnie jedynie taką jaką byłam kiedy piłam, z pijanym myśleniem, słabą i bezbronną a teraz dużo się zmieniło, ja się zmieniłam… dojrzałam (?) może… ale wiem, że już nie chcę pić, nie chcę się wstydzić! Mam dla kogo się zmieniać, mam dla kogo trzeźwieć, dla kogo stawać się silniejsza i bardziej odpowiedzialna. Mam córkę, to jedyna osoba na której mi tak naprawdę zależy i która mnie kocha bez względu na wszystko. Nie mogę sobie a tym bardziej jej obiecać, że już nigdy nic, że już nie będzie w moim życiu alkoholu. Wczoraj dopadł mnie „głód alkoholowy” z którym tym razem sobie poradziłam ale nie wiem czy nie nadejdzie  dzień, że powiem pierdzielę to wszystko i nie zacznę od nowa.

Co mnie powstrzymuje od sięgnięcia po piwo, bo to je głównie piłam? Świadomość, przekonanie, że na jednym się nie skończy, że jak zacznę to popłynę i nie będę potrafiła samodzielnie wyjść z ciągu i zacząć na nowo trzeźwieć. W końcu uznałam swoją bezsilność wobec alkoholu, zrozumiałam, że z nim nie wygram, on jest silniejszy. Co mi pozostaje? Życie bez niego? Nie, tak się nie da, on zawsze będzie obecny w różnych formach w moim życiu, chociażby na półce w sklepie. Więc co mi pozostaje? Życie obok niego, zaakceptowanie faktu, że on jest ale nie dla mnie. Jak to gdzieś przeczytałam, że niejako jestem na niego uczulona i dlatego mi nie wolno.

  Dwa miesiące bez alkoholu? Jak jest? Jest dobrze, bywa ciężko, pojawia się czasem chęć sięgnięcia po niego ale na co dzień o tym nie myślę. Chodzę co tydzień na miting w mojej miejscowości, powoli poznaję ludzi i zaczynam się z nimi zżywać, bo oni są tacy jak ja. Dokonali wyboru i trwają w nim, mają problemy, wątpliwości, zdarzają się upadki ale idą na przód. Co zauważyłam i z czego bardzo się cieszę to to, że odkąd nie piję i nie palę poprawił mi się nastrój, lepiej  śpię, inaczej myślę i w ogóle lepiej mi się funkcjonuje. Jestem bardziej pozytywna, mam więcej siły i chęci do życia. Tak naprawdę to nie wiem do końca czy to wpływ trzeźwości czy wiosny, pewnie jedno i drugie ale to nie ważne, cieszę się, że jest jak jest.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz