Ludzie którzy nie znają mnie zbyt dobrze, którzy nie są
zorientowani w mojej sytuacji, tacy z którymi pracuję, których częściej lub
rzadziej spotykam, sąsiedzi itd., uważają mnie za silną, odważną kobietę, która
zdecydowała się odejść od wieloletniego pijącego partnera i zacząć wszystko od
nowa. I tak powinno być. Trzeba zachowywać pozory siły, nie pokazywać na co
dzień, że ma się słabsze dni, że nie zawsze wszystko jest ok, że czasem wyje
się w nocy do poduszki z bezsilności. Najważniejsze w tym wszystkim moim
zdaniem jest to żeby się nie poddawać, żeby iść do przodu. Mieć
wątpliwości, gorsze dni ale nie dawać
się im, konsekwentnie, małymi krokami iść do przodu. Ja też mam wątpliwości,
czasem chciałabym zawrócić z obranej drogi ale to ja powtarzam przecież, że nie
wchodzi się po raz kolejny do tej samej rzeki, prawda? Parę lat temu to
zrobiłam, dałam kolejną szansę i niestety nic dobrego z tego nie wynikło, było
dobrze ale tylko przez jakiś czas a potem mój były, powoli stawał się taki jaki
był przed rozstaniem a ja mu na to
pozwalałam, niezmiennie wierząc, że będzie dobrze, że może to tylko chwilowe.
Parę kolejnych lat straciłam… dla kogoś kogo już dawno miało w moim życiu nie
być. A mimo wszystko zastanawiam się czy dobrze zrobiłam. Ja wiem, że dobrze
zrobiłam, że nie mogłam inaczej, że dokonałam jedynego słusznego wyboru a mimo
to… nie wierzyłam tym wszystkim kobietom po przejściach i trudnych rozstaniach,
tym bitym i maltretowanym, tym na którymi kochający mężowie i partnerzy znęcali
się całymi latami, że tęsknią, że zastanawiają się nad powrotem, że wierzą że
on może się zmienił albo że dla nich się zmieni i czasem wracają. Ja też
wróciłam i dlatego wiem, że powrót znaczy powrót do tego samego co było bo on
się nie zmieni. Być może dla innej kobiety, być może po wielu latach ale nie
dla was, nie teraz i nie ma sensu cierpieć dalej. I jeszcze jedno co też często
powtarzam: jeżeli dałyście radę przez kilka, kilkanaście lat być kimś kto was
poniżał, bił, dla kogo byłyście nikim, gównem to uwierzcie poradzicie sobie
same bez tej kuli u nogi, która was ciągnie w dół. Nie obiecuję wam, że będzie
lekko ale damy radę bo jesteśmy silne, silniejsze niż myślimy a co nas nie
zabije sprawi, że będziemy jeszcze silniejsze i niezwyciężone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz