piątek, 1 czerwca 2018

Jestem sama ale nie samotna- zbiór myśli z róznych stanów

Czasem czuję się bardzo samotna... potrzebuję tego kogoś większego, silniejszego ode mnie, takiego kogoś kto będzie na co dzień, doradzi, podtrzyma na duchu, potrzyma za rękę, kto będzie a najważniejsze kogoś z kim będę mogła podzielić się odpowiedzialnością za decyzje i wybory zarówno te dotyczące dnia codziennego jak i te większe, które mogą mieć różne konsekwencje np. zmiana pracy.

Głowa pełna myśli niepoukładanych, poplątanych,  często nie moich, zagubionych i odnalezionych czasem na nowo po latach.
Siedzę tak sobie sama w domu, córka na placu zabaw z koleżankami, i myślę sobie, że muszę przyzwyczaić się, zaakceptować fakt, że Młoda rośnie, staje się coraz bardziej samodzielna i że będzie mnie coraz mniej potrzebować, a zwłaszcza, że będzie coraz mniej czasu spędzać ze mną… i że zaczyna mieć jakieś swoje życie, jakieś swoje sprawy. I że przyjdzie taki dzień kiedy wyfrunie z gniazda i zacznie swoje życie a ja zostanę sama. I tego się boję...

Ach mieć kogoś, iść z kimś przez życie, ramię w ramię, razem pokonywać kłopoty i razem cieszyć się z radości, budzić się razem rano, obok siebie wtuleni i zasypiać po ciężkim dniu. Być wsparciem i to  wsparcie otrzymywać, dzielić się z kimś odpowiedzialnością, dzielić wszystko, do kogoś należeć…

Nie przewidziałam do końca, że bycie samotną kobietą, samotną matką będzie aż takie trudne, i że będzie mi to aż tak ciężko znieść...

Czasem chciałabym z kimś porozmawiać…

tak po prostu, sięgam po telefon, przeglądam numery i okazuje się, że nie mam do kogo zadzwonić… to smutne. Coraz bardziej zaczyna mnie męczyć i martwić ta pustka, ta samotność, ten gruby mur którym się otoczyłam i  świat w którym się zamknęłam. I w którym w pewien  sposób zamykam Młodą. Ostatnio jednak poznałam i zaprzyjaźniłam się w pewien sposób z G., kobietą po przejściach, współuzależnioną, z dużym bagażem doświadczeń a mimo to pozytywnie nastawioną do świata i ludzi, szukającą we wszystkim pozytywnych stron. I ja która nie ufam ludziom i nikogo obcego nie wpuszczam do swojego życia jej pozwoliłam wejść, chociaż to raczej ona siłą wdarła się do mojego świata, przebiła głową mur, którym się otoczyłam i wyciąga mnie do ludzi i pokazuje, że na zewnątrz wcale nie jest tak strasznie. Zawsze wierzyłam w anioły na ziemi, ludzi posłanych i postawionych na mojej drodze przez Boga, poznanych nie przez przypadek i tak sobie myślę, że ona jest taką osobą. Kimś kto próbuje mnie przywrócić do świata żywych.

kolejna sobota niby wolna a nie wolna… tak jak w moim życiu, niby jestem wolną kobietą, samotną, z nikim się nie spotykającą a jednocześnie jestem nadal związana z byłym chociażby przez to, że mamy córkę. Często też pojawiają się pytania o ty czy z kimś jestem, poszła nawet wieść, że za maż wychodzę niedługo. Ciekawe, bardzo ciekawe… zastanawiam się tylko za kogo (?) i po co (?)...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz