I niby jest
dobrze a nie jest. Nie jest też niby aż tak źle ale dobrze też nie, a do tego żeby
było w porządku i spokojnie bardzo daleka droga a cel jest zaczynam myśleć, że
nieralny do osiągnięcia.
Ja z tym
całym swoim majdanem, życiowym bałaganem chcę zmieniać swoje życie i to wcale
nie na lepsze. Do takich to wniosków dochodzę myśląc o tym wszystkim. Ja która
miałam pewną pracę, w miarę dobre zarobki, w każdym razie takie które pozwalały
mi się utrzymać na powierzchni zapragnęłam zmian, rozwoju, czegoś więcej od
życia. Zamiast siedzieć cicho i cieszyć się z tego co mam to zapragnęłam pójść
dalej, zrobić niepewny krok do przodu, zmienić całe swoje życie, bo z tym wszystkim
wiąże się zmiana pracy. Z niepewnością, strachem, mniejszymi zarobkami ale nie
tak małymi żeby otrzymać jakąś pomoc z GOPS-u, z niepewną bliższą i dalszą
przyszłością.
O tym wszystkim
zaczęłam myśleć dopiero teraz kiedy termin odejścia zbliża się nieubłaganie,
kiedy za chwilę dosłownie znajdę się w nowym miejscu, wśród całkowicie nowych,
nieznanych sobie osób, w pracy z którą nic nigdy nie miałam wspólnego- praca w
sklepie.
W mojej
głowie krążą miliony myśli niezbyt pozytywnych, które ściągają mnie w dół, w
przepaść… ba w otchłań. Zmiany wiem, że zawsze są trudne, że zawsze powodują
obawę i strach ale czy to te właśnie uczucia mają decydować o naszym życiu,
nadawać mu kierunek? Czy przez to, że odczuwamy lęk mamy stać w miejscu albo co
gorsze cofać się do tyłu? Strach jest tym uczuciem które ma nas motywować do
działania a nie odwrotnie. Panikuję wiem o tym ale nie potrafię nad tym
zapanować…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz