wtorek, 26 grudnia 2017

Koniec roku...

Koniec roku to taki czas podsumowań, czas nowych postanowień, planów na przyszły rok. Czas przemyśleń i podejmowania ważnych decyzji...
Dla mnie ten kończący się rok był bardzo trudny, pełen ciężkich chwil i trudnych decyzji. Najważniejsze wydarzenia to przeprowadzka, depresja, próba samobójcza, terapia, zakończenie wieloletniego chorego związku...kończę jednak mimo wszystko ten rok na plusie, z nadzieją, że następny choć też pewnie trudny będzie lepszy od tego który się kończy.
Ważne dla mnie jest to, że w końcu z nadzieją patrzę w przyszłość, że są w moim życiu ludzie na których mogę liczyć, że mam wspaniałą córkę, że w końcu jestem wolna i wszystko powoli zaczyna się jakoś układać.
Planów na nowy rok mam dużo, nie wiem czy uda mi się wszystko zrealizować, spełnić swoje zamiary, osiągnąć wyznaczone sobie cele ale wiem, że będę próbować. Jak się uda to super a jak nie to też dobrze, widocznie tak miało być. Najważniejsze to nie poddawać się tylko z podniesioną głową iść do przodu...czego i wam życzę.

czwartek, 2 listopada 2017

Ludzie...tak na mnie patrzą

Tacy jesteśmy: oceniający. Ileż to razy można usłyszeć, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie i że nie da się go powtórzyć   ... Oceniamy jak kto jest ubrany, jak się zachowuje, co mówi, z jakiej rodziny pochodzi... Straciliśmy tą umiejętność patrzenia po prostu bez natychmiastowego wydania wyroku i wsadzenia kogoś do odpowiedniej szuflady.
Najbardziej nie lubię jak ktoś zniechęca mnie do drugiej osoby przywołując jej przeszłość. Wtedy mam ochotę zapytać a ty nie masz żadnej przeszłości? Zawsze byłeś/ byłaś super idealny/a? Żadnych błędów, złych decyzji, sytuacji i reakcji których się wstydzisz? Jeżeli tak to gratuluję ale...bezmyślności i braku krytycyzmu wobec siebie, realnego osądu własnej osoby!
Każdy popełnia błędy...bądźmy dla siebie bardziej wyrozumiali i akceptujacy...

środa, 25 października 2017

Uwolnić się...

Pozwolić sobie odejść od niego, od osoby która była tak ważna, która była całym światem... Rozstanie to nie tylko nie mieszkanie razem...prawdziwe rozstanie odbywa się w głowie...odbywa się też w czasie.
Zmiana organizacji dnia, zmiana nawyków, zmiana myślenia...po iluś tam latach podejmujemy decyzję, odchodzimy i... zostajemy same. Cieszymy się a jednocześnie tęsknimy. Ktoś z boku zapyta: za czym ty głupia tak tęsknisz po tym wszystkim co on ci zrobił? A ja już chyba wiem... tęsknię za codzienną obecnością, bo przecież nie codzień było źle, było po prostu...tęsknię za powrotami do kogoś... Ja mam to szczęście, że mam córkę i nie wracam do całkiem pustego domu...
Potrzeba też czasu żeby przeżyć swój ból i żal po stracie bo każda zmiana, choćby najlepsza to pewnego rodzaju strata...
Mężczyźni inaczej to przeżywają...chociaż może nie, inaczej to okazują, często wieszają psy na byłych wybrankach, wyzywają, krzyczą, obrażają, mówią jakie to one były złe. Tylko ja pytam po co? I po inni mają tego słuchać?

poniedziałek, 4 września 2017

A ona kochała i wierzyła w...

A ona kochała i wierzyła, że on się zmieni, że ją pokocha tak jak ona tego pragnęła... najbardziej chciała żeby ją zaakceptował taką jaką jest, żeby pozwolił być jej sobą, ze swoimi wadami i... emocjami. A była/jest bardzo emocjonalna, wrażliwa, wszystko widać na jej twarzy, w oczach, w gestach, sposobie poruszania się... wystarczy tylko spojrzeć... nie potrafi kłamać, nie potrafi ukrywać uczuć... tylko, że nikomu nie chce się patrzeć, czytać w niej...

Zmieniał ją całymi latami, nie pozwalał być sobą, kochał swoje wyobrażenie o niej, miała być taka jak on chciał. A była inna, tak bardzo inna... podporzadkowała się, bynajmniej próbowała...chciała kochać i być kochaną, dużo? Musiała zmienić swoje zasady, robić i zachowywać się tak jak on chciał ale... zawsze czuła, że jest niewystarczająco dobra dla niego... DOŚĆ! krzyknęła... ból rozrywał ją od środka... chciała należeć do siebie cała, chciała być sobą... nie chciała być dłużej mięsem, być tylko ciałem które wykonuje rozkazy. Chciała móc czuć, myśleć samodzielnie, podejmować decyzje...rozpoczęła walkę...na śmierć i życie... jej życie

piątek, 18 sierpnia 2017

A ty masz być...!

Miła, cierpliwa, serdeczna, wyrozumiała, czuła, uśmiechać się chociaż masz ochotę krzyczeć i płakać, słuchać uważnie, domyślać się co kto chciał ci powiedzieć, czytać między wierszami, być dostępna, pełna energii i życia, nie narzekać, nie żalić się, być dobrym pracownikiem, matką, koleżanką, okazywać uczucia itp. itd., być... idealna...

A ja już nie mogę, kurwa naprawdę nie mogę...

Ale kogo obchodzi, że źle się czuję, że boli mnie ząb, że wszystko mnie boli, że dzisiaj nie miałam jeszcze czasu żeby usiąść, że jestem zmęczona po kolejnym dniu pracy, że niewyspana bo bałam się zasnąć po trzech nocach z atakami paniki i koszmarami gdzie własny krzyk mnie budził (sic!), że mam poczucie, że się duszę jakbym była pod wodą...to nieważne, bo masz być...!

A ja mam dość tak po prostu wszystkiego i wszystkich!

Dziś czuję się małą dziewczynką i największym moim marzeniem dzisiaj jest to żeby obok mnie był ktoś przy kim mogłabym poczuć się bezpiecznie, uspokoić się, kto by przytulił tak po prostu i o nic nie pytał, nie chciał, niczego nie oczekiwał, po prostu był...!

A głos w mojej głowie mówi mi: za dużo chcesz dziewczyno!

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Ogólnodostępna wersja mnie

Ogólnodostępna wersja mnie- sprzedaję ją ludziom codziennie, taka maska za którą się kryję, akceptowalna przez społeczeństwo. Znają ją wszyscy, którzy mieli okazję mnie poznać, którzy mnie widują codziennie lub tylko od czasu do czasu. Każdy taką ma, taką twarz którą pokazuje światu a w domu zrzuca ją z ulgą ciskając ją w kąt a rano szukając jej z paniką i zakładając na nowo, codziennie to samo, latami.
A jaka jest moja? Jest zwyczajna, codzienna. Pełna energii, uśmiechnięta, taka co z każdym pogada, wysłucha, szara myszka co nie wychodzi przed szereg, dostosowująca się do panujących zasad, bezpieczna, trochę może dziwna...ale dobra, miła, sympatyczna, niczym się nie wyróżniająca, normalna.
Potrafię dużo i ze szczegółami mówić (gadać żeby zabić ciszę słowami), opowiadać co u mnie niewiele mówiąc o sobie, słuchać sprawiając wrażenie zainteresowanej, śmieję się, żartuję, czasem pokażę pazurki i ludziom to wystarcza, ba! uważają że bardzo dobrze mnie znają, jestem przewidywalna, nie kryję w sobie niespodzianek taką chcę być, taką się daję poznać bo i po co inni mają wiedzieć więcej. Skoro im to wystarcza, po co się w kogoś zagłębiać można dowiedzieć się niewygodnej prawdy o kimś, czegoś co zmieni coś w nas.

Kochać...

niedziela, 30 lipca 2017

Miło...?

Ważne żeby było miło! A miło to byle jak, bez większych emocji, spokojnie a ja już nie wiem czy chcę być miła i czy chcę żeby w moim życiu było miło, chociaż nie było.
Miła to może być rozmowa z sąsiadką o pogodzie albo o czymkolwiek.
Było miło to zrobić coś i za chwilę o tym zapomnieć.
Być miłym to być niezauważalnym, takim zwykłym, przeciętnym, szarym człowieczkiem, który nie pozostaje zbyt długo w pamięci. A jak znika to nikt nie tęskni, wszyscy o nim szybko zapominają.  No kiedyś był ktoś taki.
Miłe to może być wolne popołudnie.
Miły, miła, miłe...doszłam do wniosku, że nie lubię tego słowa. Mówi się było miło ale się skończyło tylko co pozostało? Miłe wspomnienia, ulotne chwile które nie pozostawiły większego albo wręcz żadnego śladu w naszym życiu. A przecież może być np. ekscytująco, wesoło, smutno, przerażająco, niezapomnianie, podniecająco itp., jest tyle różnych możliwości, tyle różnych emocji.

niedziela, 23 lipca 2017

Bycie ofiarą życie z katem

Kur..., tu następuje wiązanka przekleństw.
Jakie my kobiety jesteśmy głupie, naiwne, bezsilne, ile możemy znieść, z nami można wszystko. Ofiary...naszych katów, których same sobie wybrałyśmy i...latami jesteśmy z nimi. Bite, gwałcone, poniżane, przypalane, niszczone od środka i na zewnątrz i nie wiem co gorsze. Zawsze w gotowości, przewidujące, żeby wszystko było tak jak sku...chce, żeby tylko się nie zdenerwował, nie miał powodu ale on i tak go znajdzie, brak powodu to też powód. Żyjemy i jakoś to będzie, na początku się buntujemy, jeszcze wierzymy, że może będzie lepiej, że się zmieni przecież nie zawsze jest źle, on nie zawsze jest zly bywa miły, bywa, że jest tak jak być powinno? czyżby. Wachania nastroju albo przesadnie miły, jakieś kwiaty, prezent, przeprosiny i obietnica że więcej nie będzie, chwila odpoczynku i znowu kat musi coś odreagować...tylko kurwa dlaczego nas żonach, niech idzie i zmierzy się z kimś równym sobie ale nie bo może dostać a on lubi tylko bić, bić gdzie popadnie i tym co mu akurat w ręce wpadnie tylko nie po twarzy i chodzi potem taka w długich spodniach i w bluzce z długim rękawem żeby nikt nie widział...i nie szuka pomocy nie dzwoni na policję bo po co...?
I tak latami całymi, nie odchodzimy bo nie mamy siły, bo widzimy się jego oczami i ślepo wierzymy, że skoro on mówi, że nie damy sobie same rady to tak jest napewno. Ile znacie kobiet które wyszły z toksycznego związku? Musi się stać coś tak złego, że aż niewyobrażalnego, musi coś pęknąć albo musi zostać przekroczona pewna nasza granica ....i nie wychodzimy z podniesioną głową tylko uciekamy pod osłoną nocy, cichaczem, czasem wybieramy śmierć bo tak najłatwiej?. Rzadko się zdarza żeby kat znalazł nową ofiarę a nas po latach zostawił ale! wtedy i tak tęsknimy zamiast się cieszyć, ba próbujemy ratować związek często prosząc i błagając, dając mu prawo żeby być dla jeszcze gorszy. Czasem odchodzimy ale pozwalamy mu wrócić, patrz widzisz sama nie dałaś rady, a nie mówiłem!

My ofiary boimy się zmian, wybieramy zło które znamy, które już jakoś oswoiłyśmy...

I wczoraj ja która nie pamieta kiedy płakała ostatni raz miałam łzy w oczach ...i powróciły wspomnienia ....i rozpadłam się na sto kawałków ....i rąbnełam o ziemię...a każdy kawałek oddzielnie ...i coś we mnie pękło...i cieszę się że nie mam broni bo bym jej użyła, znalazła sku. chociaż śmierć to żadna kara. Takich powinno się łapać i torturować, powoli, długo a potem ratować im życie i znowu torturować i jeszcze raz, i jeszcze... żeby śmierć stała się ich jedynym marzeniem, żeby modlili się o nią nie każdego dnia, nie w każdą godzinę ale żeby każda minuta była ich modlitwą, żeby błagali o śmierć, żeby czuli strach...żeby mogli poczuć to co czuły kobiety, dla takich nie ma kary odpowiedniej.

sobota, 22 lipca 2017

Początek nowego życia

Wczoraj wróciłam do domu po wielu tygodniach nieobecności- najpierw pobyt na oddziale psychiatrycznym, potem terapia odwykowa. Długo mnie nie było, ponad 2 miesiące wyrwane z życia jednocześnie będące początkiem nowego okresu, może w końcu lepszego?

piątek, 14 lipca 2017

Mam się dobrze a...

Mam się dobrze a będzie jeszcze lepiej choćbym miała to szczęście sobie kurwa narysować.
Mam dość słuchania ciągle dobrych rad, pouczania mnie, umoralniania i tłumaczenia mi oczywistych oczywistości, gdzie byli ci wszyscy "dobrzy", mądrzy ludzie gdy tego najbardziej potrzebowałam? Kiedy marzyłam tylko albo aż żeby mnie ktoś tak po prostu przytulił? A teraz kiedy powoli, z wielkim trudem i bólem wstaję, odradzam się jak feniks z popiołów nagle się zainteresowali co u mnie słychać, jak sobie radzę. A właśnie daję radę, poradzę sobie na złość co niektórym. Nie było ich kiedy u mnie było źle, nie potrzebuję ich tym bardziej teraz. Bo kto jak nie ja.
Muszę tylko odzyskać siły, czerpać je ze złości i przeszłości, stać się na nowo silna. Przestać zadawać się z ludzkimi wampirami, którzy żywią się moją energią, moim smutkiem, wysysają ze mnie całą siłę i pozostawiają z niczym.

czwartek, 13 lipca 2017

Zimna suka powoli wraca do siebie

W ciągu ostatnich lat coraz częściej wychodziła ze mnie mała dziewczynka, której nie lubię - wrażliwa, niepewna, niezdecydowana, przejmująca się wszystkim i wszystkimi, kochająca do bólu, poniżająca siebie. Nie lubię jej, wkurwia mnie do granic cierpliwości ale cholera ta nie chce opuścić mojego ciała. Powoli jednak i tylko czasami do głosu dochodzi druga ja, ta zła, gorsza dla wielu moja strona osobowości - nieczuła ignorantka, zimna nic nie czująca suka, mówiąca co myśli, nie przejmująca się, mająca wiele rzeczy głęboko zwłaszcza ludzi, którym ufać nie można, cyniczna tą bardziej lubię. Taka na powrót chcę być... Tylko jak to zrobić?

wtorek, 11 lipca 2017

Zmiany są...

Życie to ciągłe zmiany, coś się kończy coś zaczyna. Jedni ludzie odchodzą, przychodzą drudzy, niektórzy niespodziewanie  powracają do naszego życia, pojawiają się w nim ponownie ale to już nie to samo... bo zarówno w nich jak i w nas zaszły pewne zmiany, niby niewielkie ale jednak.
Ktoś niespodziewanie wrócił do mojego życia, nie czekałam na to, pogodziłam się ze stratą, zaakceptowałam ją, w tym czasie zrobiłam krok do przodu a teraz mam poczucie jakbym cofnęła się w czasie. Zastanawiam się tylko czy tego chcę i dlaczego właśnie teraz, czy to znak żebym się zatrzymała w porę w tym co robię?

sobota, 8 lipca 2017

Lżejsza o to wyrzucę z siebie

Na terapii mówią, że człowiek jest lżejszy o to co z siebie wyrzuci.
Każdy ma ze sobą bagaż doświadczeń, z biegiem czasu, z biegiem lat staje się on coraz cięższy zwłaszcza jeżeli ciagle do tej walizki dokładamy nic z niej nie wyrzucając... Dla mnie te 6 tygodni to czas porządków, zastanowienia się czego już nie chcę, czego nie potrzebuję. To tylko początek długiej drogi ale od czegoś trzeba zacząć. Dalej chcę pójść lżejsza, z nową siłą, nowymi doświadczeniami, chcę być lżejsza... a jednocześnie silniejsza i mądrzejsza.
Ten czas odpoczynku i przemyśleń był mi bardzo potrzeby, wyjdę stąd zmieniona nie wiem tylko czy na lepsze czy na gorsze. Chociaż to zależy od tego kto będzie mnie oceniał, bo dla niektórych będzie to zmiana na lepsze, a dla niekturych stanę się zimną suką na dodatek bez serca...

Zastanawiam się czy chcę żyć

Parę dni temu w mojej głowie zaczęła krążyć myśl czy ja naprawdę chcę żyć, czy cieszę się że jestem, czy dziękuję Bogu, że żyję, czy dziękuję za każdy dzień? Nie! Życie mnie przeraża, życie na zewnątrz bo na razie jestem tutaj, w ośrodku, jak to mówią pod "parasolem ochronnym", nie wiem co mnie czeka na zewnątrz po 2 miesiącach nieobecności. Na pewno będzie to zderzenie bolesne zwłaszcza, że zamierzam wiele zmienić w swoim życiu (o tym następnym razem), przede wszystkim zamierzam być trzeźwa.

Zderzenie z prawdą o sobie

To chyba jest najtrudniejsze stanąć oko w oko ze sobą samą. Alkoholicy to tacy ludzie, którzy najwięcej do ukrycia mają przed samymi sobą. Przez lata uczyłam się nie pamiętać, zapominać niewygodne fakty, przechodzić obojętnie obok wszystkiego, nie myśleć, powtarzałam sobie do znudzenia, że przecież nie jest jeszcze tak źle, w sumie nic aż tak złego się nie stało. Gówno prawda. Stało się nazbyt dużo złego ale ja tak jakby tego nie zauważałam, nie chciałam widzieć... Jedyne czego chciałam to pić, obsesyjnie, histerycznie, bez opamiętania pić aż do całkowitego zapomnienia. W ten sposób przestawało aż tak cholernie boleć życie a co najważniejsze wspomnienia i ból z nimi związany stawały się do zniesienia, odchodziły odemnie pozwalając złapać oddech... Ulga jednak trwała tylko chwilę więc piłam częściej i więcej, zatracając się w tym.

Koniec depresji?

12 maja tego roku po raz kolejny próbowałam ze sobą skończyć i znowu tak się stało, że przeżyłam. Głównie na złość sobie bo miałam już wszystkiego dość. Powinnam nie żyć a jednak dalej muszę trwać. Co zrobiłam? Nałykałam się tabletek i popiłam alkoholem, dodam że trzeźwa nie byłam. Miałam wszystko zaplanowane, byłam sama: córka na wycieczce, partner nie wiadomo kiedy wróci, telefon wyłączony... tym razem miało się udać. Kurwa! Obudziłam się w szpitalu i czułam, że żyję, w pasach, w krwi, brudna i mokra, w siniakach które nosiłam na sobie jeszcze parę tygodni. Jak się obudziłam to chciałam wyjść i dokończyć dzieło. Raz że byłam unieruchomiona, dwa że jak w końcu pozwolili mi wstać nie mogłam utrzymać się na nogach,  120 tabletek zrobiło swoje. Przywieźli mnie do szpitala psychiatrycznego, przez parę dni nie byłam w stanie wstać z łóżka, położyli mnie na izolatce, pod kamerami, zero prywatności. Jak poszłam do toalety szukając chwili dla siebie przyszła pielęgniarka i zaczęła dobijać się do drzwi, poszła sobie dopiero jak wyszłam stamtąd.
Pamietam najbardziej to pytanie: bedziesz grzeczna czy zapinamy pasy. Jasne, że będę grzeczna, wystarczą mi te siniaki co mam.
Od tego wydarzenia minęły prawie dwa miesiące... Zdecydowałam się na terapię odwykową bo nie dość, że depresja to i uzależniona od alko. Dziś wiem, że depresji alkoholem nie da się wyleczyć.

Spotykamy codziennie tylu ludzi...

Spotykamy codziennie tylu ludzi, mijamy ich bez słowa, czasem nawet nie zaszczycimy ich swoim spojrzeniem. Zaganiani, zamyśleni, zamknięci w swoich własnych światach. Na terapii zaczęłam się zastanawiać ile razy ja przechodziłam obojętnie, słuchałam nie słuchając, widziałam nie widząc, myślałam nie myśląc... Obojętność- problem dzisiejszego świata, dzisiejszych ludzi.
Najsmutniejsza jest obojętność  najbliższych, rodziny, ludzi o których myślimy, że możemy na nich liczyć a ostatecznie zostajemy sami...

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Jestem alkoholikiem

Książka składa się z "picorysów" kilkunastu osób, zarówno kobiet jak i mężczyzn. Autorzy tych świadectw mówią o swoim życiu z alkoholem a przede wszystim (co dla mnie jest szczególnie ważne) o wygranej z nim walce, o tym że można przestać pić i zacząć nowe życie bez alkoholu. Książka ta daje nadzieję, że można wygrać z nałogiem.

wtorek, 9 maja 2017

Depreśnik: taki robaczek...

Rak, cukrzyca, nadciśnienie itp. to są choroby a depresja? Depresja jest dla wielu wymysłem znudzonego życiem człowieka, który chce zwrócić na siebie uwagę albo wymysłem wariata. Tymczasem jest to choroba, choroba śmiertelna, która powoli, acz skutecznie zjada człowieka od środka. To taki robaczek który drąży w umyśle człowieka. Na początku jest malutki, prawie niezauważalny a potem rozrasta się, staje się ogromny jak te stwory z horrorów i...niszczy wszystko

Depreśnik: chciałabym być sama...a jednocześnie wśród ludzi

Chciałabym być sama, móc leżeć całymi dniami w łóżku i nic nie robić... po prostu leżeć i nie myśleć, wpatrywać się w ściany i sufit, szukać plam i pęknięć.
Z drugiej strony przydałby się ktoś kto by mną wstrząsnął, zajął się mną, zmobilizował do działania, nie akceptował bezmyślnie mojego trwania.

Chciałbym się znaleźć wśród ludzi, którzy pilnowali by żebym jadła, żebym o odpowiedniej godzinie szła spać, przychodzili i zmuszali wręcz do rozmowy, do jakiegoś działania. Podawali tabletki i pilnowali żebym je łykała nie omijając żadnej z nich. A przede wszystkim pilnowali żebym nie zrobiła sobie krzywdy, żebym żyła.

Depreśnik: Życie ma...

Życie ma swoją jasną i ciemną stronę. Ciemną stroną życia jest depresja, która jest jakby czarną dziurą w którą wpadłam i nie potrafię się z niej wydostać. Niby wszystko jest normalnie (chociaż to pojęcie względne), chodzę, mówię, pracuję...nikt niczego nie zauważył, żadnej zmiany w moim zachowaniu, a nawet jeżeli jest inaczej nikt nic nie mówi. Bo i co ma powiedzieć? O co zapytać jeżeli zawsze odpowiadam:"jest ok".

Depreśnik: Strach przed wychodzeniem...przed ludźmi

Fragmenty "depreśnika":

Siedzę sama w domu...córka w szkole, partner w pracy. Całymi godzinami siedzę oglądając w TV te wszystkie głupie seriale paradokumentalne, których jeszcze jakiś czas temu w ogóle nie oglądałam.

Siedzę zamknięta w domu... towarzyszy mi strach przed wyjściem z niego. Strach bezsensowny, niczym nie uzasadniony. Wyjście wywołuje panikę..

Strach przed ludźmi, przed rozmową, przed wygłupieniem się, powiedzeniem czegoś nie tak, zapomnieniem o czym się rozmawiało.

Czuję się gorsza od innych ludzi, nie mam ochoty wychodzić z domu. Kiedy idę ulicą mam poczucie, że ludzie się na mnie patrzą, wytykają palcami, uważają za gorszą...

Dom stał się moim więzieniem

Wczoraj byłam u lekarza po skierowanie na badania krwi-morfologia i hormony tarczycy (psychiatra kazała zrobić) oraz analiza moczu. Dziś poszłam oddać krew i mocz. Właśnie wróciłam do domu...zrobiłam sobie herbatę i myślę, że wcale nie chcę tu być. Mieszkam na stancji, której szukałam w tej miejscowości bardzo długo. Cieszyłam się kiedy się udało, córka ma blisko do szkoły, ja blisko do pracy, wszystko na miejscu ośrodek zdrowia, gmina...a jednak nie czuję się tutaj szczęśliwa wręcz odwrotnie, do tego czuję się strasznie zagubiona i jeszcze ta deprecha.
Wracając szłam powoli, odciagajac moment powrotu do mojej klatki, do mojego prywatnego więzienia. Więzienia w którym sama się zamknęłam w poszukiwaniu ciszy, spokoju i bezpieczeństwa. Mam dość tego domu, tego miejsca, mam ochotę stąd uciec nie bardzo wiedząc gdzie. Biec przed siebie, na oślep jak zranione i przestraszone zwierzę...

piątek, 5 maja 2017

To uczucie gdy nic nie cieszy

Tak dopadło mnie właśnie to uczucie...wyciągnęłam kolorowankę i kredki ale nie jestem w stanie się skupić. Zamiast mnie to wyciszyć, uspokoić i przygotować do snu to mnie denerwuje. To dziwne uczucie wkurwiającego spokoju gdzieś w środku. To uczucie gdy nie jest ci ani dobrze, ani źle, jest jakoś tak bylejak. Poszłabym spać jednak jest jeszcze wcześnie. Nie narzekam...nie o to chodzi, w zasadzie sama nie wiem o co mi chodzi.
To uczucie naćpania lekami, to są chyba tylko w stanie zrozumieć ludzie którzy tego doświadczyli. Nie lubię siebie takiej, obcej samej sobie, kiedy wypełnia mnie po brzegi uczucie obojętności i nijakości. Trzymam się tylko nadzieji, że to minie, że to tylko chwilowy stan. Przecież kurwa w końcu musi się wszystko ułożyć, przecież kiedyś musi to minąć. Mówią, że po każdej, nawet najgorszej burzy wychodzi słońce, prawda? Nie mogę się już doczekać.

czwartek, 4 maja 2017

Postanowiłam wrócić do pracy

Przemyślałam sprawę i postanowiłam 5 czerwca wrócić do pracy. Do 31 maja mam zwolnienie lekarskie, 1-wszego mam wizytę, poproszę o zwolnienie do końca tygodnia i od poniedziałku chcę wrócić. To są tylko moje plany, nie wiem jak się będę czuła,  co się wydarzy, jest przecież dopiero początek miesiąca. Mam jednak już dość ciągłego siedzenia w domu, tego że dni zalewają mi się w jedno, ciągłego nic nie robienia.

Jestem osobą, która lubi być w ruchu, która lubi pracować, lubi spotykać się z ludźmi. Depresja mi to zabrała ale podjęłam walkę, walczę z nią chociaż to bardzo trudne.

Zastanawiam się jak to będzie wrócić po tak długim czasie nabycia. W pracy tylko kierownik i jedna koleżanka wiedzą dlaczego tak naprawdę mnie nie ma, chodzą plotki, że jestem w ciąży... . Będą pytać dlaczego mnie nie było, co się ze mną działo a ja nie chcę informować wszystkich, że mam depresję, bo i po co? Mieszkam w małej miejscowości i z takich głównie miejscowości pracują u nas ludzie boję się że nie zrozumieją. Depresja jest często kojarzona z chorobą psychiczną a ja nie chcę łatki wariatka. Chcę uniknąć dziwnych pytań i podejrzliwych spojrzeń.

Targają mną emocje i wyrzuty sumienia

Siedzę i czuję jak wszystko we mnie chodzi, czuję się strasznie nabuzowana...mam ochotę rzucić czymś, rozpłakać się, zrobić cokolwiek...
Mam wyrzuty sumienia bo dziś rano zaspałam przez co moja córka spóźniła się do szkoły. I niech ktoś powie, że nie jestem złą matką? Parę lat temu byłam w stanie wstać o 4 rano żeby ugotować obiad, pojechać na 10 godzin na pole do pracy, po czym wrócić i jeszcze mieć siłę na sprzątanie itd. A teraz nie jestem w stanie wstać rano!

środa, 3 maja 2017

Bałagan w moim domu

W moim domu panuje bałagan. Widzę ten bałagan, brud, zalegające warstwy kurzu, przeszkadza mi to, przeszkadza bardzo ale nie potrafię nic z tym zrobić bo sprzątanie przekracza moje siły fizyczne. Nie chce mi się nawet zaczynać sprzątać bo wiem, że i tak go nie skończę. Więc po co się za to brać, lepiej niech zostanie jak jest.

Jestem tylko ciałem

Jest tylko ciało, które mówi, chodzi, pracuje. Mnie nie ma w tym ciele.

Nie lubię swojego ciała, jestem gruba, brzydka, beznadziejna...

Jestem trupem, ktory zapomniał umrzeć.

Ja już nie żyję, jest tylko to cholerne ciało, które muszę jakoś uśmiercić. Trochę kości, mięśni, krwi, tkanki i parę narządów, które pracują wbrew mojej woli.

Jedzenie...

Jedzenie a właściwie odgłosy jedzenia doprowadzają mnie do szału. W pracy, na przerwie poszłam zrobić sobie kawę, na swoje nieszczęście musiałam poczekać aż czajnik zagotuje wodę. Odgłos wyciągania kanapek, szelest folii, odgłosy gryzienia, żucia i połykania... Chciałam jak najszybciej z tamtąd uciec. Odgłosy te echem odbijały się w mojej głowie i jeszcze przez jakiś czas krążyły w niej dręcząc i gnębiąc.

Najczęściej powtarzane...

Chcialabym mieć w mózgu wyłącznik myślenia, wystarczyłoby tylko jedno pstryk! i już nie myślę...

"nie chce mi się", "nie dam rady", "muszę...", trzy zdania najczęściej powrarzane przeze mnie.

Muszę pozmywać naczynia

10:00 muszę pozmywać naczynia
10:30 muszę pozmywać naczynia
11:00 muszę pozmywać naczynia
12:00 muszę pozmywać naczynia
15:00 muszę pozmywać naczynia
17:00 już idę, zaraz, chwila, muszę jeszcze tylko troszkę poleżeć
20:00 kurwa jeszcze tego nie zrobiłaś!, idź spać jutro to zrobisz.

Klik, klik...

Leżę na łóżku gapiąc się bezmyślnie w telewizor, "okno na świat", biorę pilot, klik, klik, klik...przeskakuję z kanału na kanał, nic ciekawego, tu ktoś płacze, tam ktoś się śmieje, jakiś wybuch, znowu politycy coś uchwalają, porwali jakąś 12- latke...

Tu jestem ja...

Tu jestem ja a tam jest życie... nie czuję się jego częścią. Jestem, fizycznie jestem ale tak naprawdę mnie nie ma... Dlaczego wszystko tak bardzo przyspieszyło, czas, ludzie dokąd do cholery oni tak biegną...uderzenia serca raz, dwa, raz, dwa...wdech- wydech, wdech -wydech. Siedzę i gapię się przez okno, jeden samochód, drugi, trzeci, wysiadają dorośli, matki, ojcowie, wysiadają dzieci powoli, ociagając się a niektóre szybko wyskakują rzucając zdawkowo przez ramię: "cześć mamo, cześć tato".

To nie moje myśli!

Myśli o zrobieniu sobie krzywdy, o odebraniu sobie życia, o zakończeniu tego wszystkiego to nie są moje myśli. To choroba wmawia mi, że zrobienie tego jest najlepszym wyjściem.  W pełni władz umysłowych, kiedy jest lepiej, kiedy są te lepsze dni to tak nie myślę, wtedy chcę żyć, wtedy chcę walczyć.

Ta choroba-depresja sprawia, że wszystko, małe kłopoty, codzienne wybory stają się mega problemami i wyzwaniami. Ona potrafi zepsuć każdy, nawet najlepszy dzień.

wtorek, 2 maja 2017

Pisanie mi pomaga

Pisanie (tak jak i kolorowanie) pomaga mi. Pisząc skupiam się na pisaniu, na próbie ubrania w słowa tego co czuję, tego co myślę. To w jakiś dziwny sposób odciąga mnie od myślenia o mojej chorobie, odciąga od myślenia tylko o sobie, od myślenia jak źle się dzisiaj czuję, odciąga mnie od złych myśli o zrobieniu sobie krzywdy, o odebraniu sobie życie. Opisanie tego wszystkiego sprawia, że życie staje się mniej straszne.

W oczekiwaniu na wiosnę

Wczoraj byłam z córką w kościele na majowym i zmarzłam jak (tu pada niecenzuralne słowo). Wybrałam się z gołą głową i w wiosennej kurtce, dobrze że córkę cieplej ubrałam, dzisiaj nie będę już taka glupia i założę coś cieplejszego.

Siedzę w tym domu i czekam na wiosnę, na te ciepłe dni, kiedy tak po prostu będzie można wyjść na dwór. Czekam, aż przyroda wreszcie obudzi się z zimowego snu i zrobi się w końcu zielono... A tymczasem to tylko deszcz albo wiatr i zimno, a ja nie lubię zimna.

Kolejna wizyta u psychiatry

W piątek byłam u swojej psychiatry. Po rozmowie ze mną zwiększyła mi dawki leków, teraz mam brać 2 tabletki rano i 1,5-2 tabletki na noc. Dostałam też zwolnienie na kolejny miesiąc, jeszcze nie nadaję się do pracy.
Z tego zwolnienia w sumie bardzo się cieszę, bo 28 maja moja córka ma 1-wszą komunię. Będę mogła na spokój się do tego przygotować, nie będę musiała brać wolnego w pracy. Na majowe i na spotkania organizacyjne nie będę musiała biec zmęczona po pracy. Córka przez to, że jestem w domu nie musi chodzić na świetlicę, jest wcześniej w domu więc możemy wcześniej odrobić lekcje i zjeść obiad.

środa, 26 kwietnia 2017

Wyrzuciłam wszystkie tabletki...

Wyrzuciłam wszystkie leki, i te silne na receptę i te kupowane bez. Wyrzuciłam żyletki, stępiłam noże, popaliłam wszelkie sznurki i żyłki... a wszystko po to żeby nie kusiło a realizacja mojego planu stała się maksymalnie trudna.

To zapisałam w swoim zeszycie.

Zrobiłam to wszystko pod wpływem chwili działając resztkami świadomości. Z perspektywy czasu wiem, że dobrze zrobiłam, pewnie gdyby nie to już targnełabym się na swoje życie. Ktoś powie, że gdybym naprawdę tego chciała to znalazlabym sposób żeby to zrobić. Tylko, że ja chce żyć, a myśli o śmierci są wynikiem mojej choroby, ja nie panuję nad nimi, pojawiają się z nikąd, są bardziej chęcią ucieczki aniżeli faktycznie chęcią śmierci.

Jeżeli ktoś z waszych bliskich mówi o śmierci, o odebraniu sobie życia potraktujcie to poważnie. To jest wołanie o pomoc.

A wy co o tym myślicie? Macie wokół siebie niedoszłych samobójców? A może ktoś zna osoby które odebrały sobie życie?

L4 od psychiatry. Bezsenność.

Kiedy po raz pierwszy szłam do psychiatry byłam przekonana, że po prostu dostanę jakieś tabletki i tyle. Kiedy lekarka zaczęła wypisywać zwolnienie byłam przerażona, nie chciałam tego, myślałam tylko o tym, że będę je musiała zanieść pracodawcy a ten pomyśli, że jestem jakąś wariatką i że nie będzie ze mnie już żadnego porzytku. Chciała od razu dać mi zwolnienie na miesiąc, nie zgodziłam się jednak. Stanęło na dwór dwóch tygodniach, po których była następna wizyta i wtedy zgodziłam się na miesięczne L4 które dostałam.
Z jednej strony nie chciałam zwolnienia, bałam się bezczynnego siedzenia w domu, bałam się że całkiem się załamię. Praca nadawała mi rytm dnia, mobilizowała do działania. Z drugiej strony  wiedziałam, że jestem już w takim stanie, że nie dam rady pracować. Po pracy wracałam do domu tak zmęczona, że nie byłam w stanie już niczego w nim zrobić. To było straszne. Codziennie rano wstawałam i walczyłam ze sobą żeby pójść do pracy, czułam przed tym wewnętrzny opór. Do tego doszły objawy fizyczne- bóle mięśni, stawów, kręgosłupa, żołądka, ciągłe biegunki i okresy tak bolesne, że aż nie do wytrzymania, brałam dużo różnych tabletek przeciwbólowych które niekoniecznie pomagały. Miałam poczucie, że jestem wrakiem człowieka.
Wracałam do domu, piłam kawę i marzyłam tylko o tym żeby pójść spać. A kiedy wreszcie mogłam się położyć sen nie przychodził, a jak przychodził to budziłam się w nocy i nie mogłam już zasnąć. Bywało tak żespałam po zaledwie 2 godziny. Leżałam w łóżku i wsciekałam się próbując zasnąć. Kupowałam w aptece jakieś leki bez recepty na sen ale one nie pomagały. I tak trwałam w tym stanie całkowitego wyczerpania. W końcu pojawiły się myśli samobójcze, chęć zakończenia tego wszystkiego. Marzyłam tylko o tym żeby w końcu się wyspać.

Po czasie myślę, że to zwolnienie było najlepszym co mnie mogło wtedy spotkać. Psychiatra długo mnie do niego przekonywała ale udało się jej i jestem jej za to bardzo wdzięczna.

A pracodawca którego tak się bałam okazał się w porządku. Nie robi mi żadnych problemów z tego powodu. Kierownik zapewnił mnie, że praca na mnie czeka i że nie muszę się bać zwolnienia. To dużo dla mnie znaczy, daje poczucie bezpieczeństwa.

A wy co myślicie o zwolnieniach od psychiatry? Brać je czy nie brać? A może ktoś z was albo z waszych bliskich był na takim zwolnieniu?

wtorek, 25 kwietnia 2017

Początki depresji

Postanowiłam częściowo opublikować moje zapiski z zeszytu zwanego przeze mnie depreśnikiem. Założyłam go ok 3miesiące temu,wtedy jeszcze nie myśląc, że to co się dzieje ze mną i w mojej głowie to depresja.To będzie to co wtedy myślałam, co wtedy czułam.

Początki choroby.
Tak naprawdę nie wiem kiedy to wszystko się zaczęło, chyba w sierpniu tamtego roku, było lato, ciepło. Wtedy zaczęłam się coraz gorzej czuć, coraz częściej brakowało mi energii, coraz częściej byłam smutna, przygnębiona, zdenerwowana. Nie myślałam wtedy, że to coś poważnego. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej, zrzucałam to na karb przepracowania, na zbyt dużą ilość obowiązków, stresy w domu i w pracy, jesienne przesilenie. Prawdziwy kryzys przyszedł w święta Bożego Narodzenia. Od tego momentu było już tylko gorzej i gorzej, bezsenność dawała mi ostro w kość, pojawiły się myśli samobujcze nad którymi coraz ciężej było mi zapanować. Zanim poszłam do psychiatry minęło jeszcze trochę czasu. Na pierwszą wizytę poszłam dopiero w połowie marca, zapisałam się w lutym. Wtedy było już tak źle że cieszyłam się z tego że córka dostała ospy bo mogłam pójść na zwolnienie lekarskie i nie musialam chodzić do pracy. Nie bylam w stanie rano podnieść się z łóżka, przestałam się myć, praktycznie nie jadłam a myśli samobujcze stały się codziennością.

Depresja to ciagłe niebycie.

Przypomniała mi się reklama jakichś tam tabletek na migrenę, kobieta ogląda zdjęcia i mówi nie było mnie tam.
Podobnie jest z depresją.

Depresja to niebycie w rodzinie. Jesteś fizycznie, mobilizujesz się resztkami sił do sprzątania, ugotowania czegokolwiek na obiad, odrobienia z dzieckiem pracy domowej. Robisz to jednak bez przekonania, bez przyjemności.

Depresja to niebycie wśród znajomych, przyjaciół. Rozmowy cię męczą, słuchasz ale często się wyłączasz, gubisz wątek. Przestajesz oddzwaniać, odpisywać na smsy, spotykać się z nimi.

Depresja to niebycie w pracy. Chodzisz do niej bo musisz, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Idzie ci jednak w niej coraz gorzej, masz coraz gorsze wyniki, nie masz siły zrobić wszystkiego co do ciebie należy. W końcu rozmowa z szefem, groźba zwolnienia.

Depresja to niebycie samym sobą. Pod wpływem tej choroby zmieniamy się nie do poznania. Stajemy się obcy nawet dla samych siebie. Spoglądamy w lustro i widzimy kogoś innego- przetłuszczone włosy, podkrążone oczy, poszarzała cera, brudne ubranie.

sobota, 22 kwietnia 2017

Niby jest lepiej...

...a tak naprawdę nie jest. Niby poprawił mi się humor ale dopadło mnie zniechęcenie, obojętność. Wstaję rano i marzę żeby już był wieczór, żebym mogła wziąść tabletkę i znowu poszła spać. Nie chce mi się wstawać i najchętniej spedziłabym cały dzień w łóżku, leżąc i oglądając TV. Co oglądając? To bez znaczenia, ważne żeby coś odciagało myśli, zajmowało oczy. Mogę też leżeć i gapić się w sufit...

niedziela, 16 kwietnia 2017

Ostatnie dni

Ostatnie dni upłynęły mi na obojętności. Nic mi się nie chciało, nie dawałam rady wstać rano, jeść, myć się, sprzątać, pisać, a nawet rozmawiać... gadanie i słuchanie to ostatnio czynności wymagające wielkiego wysiłku, wymagające skupienia i koncentracji, które doprowadzają mnie do mega wyczerpania.

Zakończyć to wszystko

Zakończyć to wszystko, to swoje beznadziejne życie. A może wystarczyło by wyłączyć myślenie... tak... tylko żeby tak się dało. Myśli mnie niszczą, powoli zabijają, denerwują, doprowadzają do szaleństwa, wkurwiają, demotywują, doprowadzają do obłędu, powodują bezsenność...ach przestać wreszcie myśleć, przestać zadreczać się myśleniem.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Atak paniki

Znowu miałam dzisiaj atak paniki. Zdenerwowałam się trudną rozmową tak bardzo że zaczęło mi bić bardzo szybko serce, tak jakby chciało wyskoczyć z piersi, nie mogłam złapać oddechu, cała się trzęsłam. To bardzo dziwne uczucie, jakbyś miała za chwilę umrzeć. Teraz siedzę i próbuje dojść do siebie. Towarzyszy mi też lęk. Strach przed wszystkim, całym światem. Denerwują mnie odgłosy zza okna, jadące samochody, idący ludzie, dźwięki rozmów. Chciałabym znaleźć się w pokoju z zasłoniętymi zasłonami, w ciemności, w ciszy.

Naiwna...

Jestem naiwna, beznadziejnie. Za bardzo ufam ludziom. Dziś po raz kolejny przekonałam się że ludziom nie można ufać, że na wszystko trzeba mieć papierek uzupełniony zdjęciami. Bez tego jest się na przegranej pozycji, bo jak udowodnić że było tak jak ja mówię. I jest tylko słowo przeciwko słowu.

piątek, 7 kwietnia 2017

Niby wszystko jest...

Niby wszystko jest ok, dzień jak codzień. Nie wydarzyło się dzisiaj nic niezwykłego. Znowu towarzyszyła mi obojętność, starałam się wykonać zwykłe, codzienne obowiązki- zrobiłam obiad, pozmywałam naczynia, poodkurzałam. Dla większości to nic nie znaczące, proste obowiązki dla mnie to jak wejście na Mount Everest, wielki wyczyn, wielki wysiłek.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Samobójstwo...

To nie jest rozwiązanie, to ucieczka od życia, to ucieczka od samej siebie. Tylko nic nie poradzę na to, że ja ciągle o tym myślę, wyobrażam sobie jak to robię. Wiem, że jeżeli się na to zdecyduje to zrobię krzywdę swojej rodzinie, swojej córce. Nie jestem jednak w stanie przestać o tym myśleć, to siedzi głęboko we mnie, pojawia się i opanowuje całkowicie moje myśli. Staram się zwalczać te myśli, nie poddawać się im, jest to jednak coraz trudniejsze, coraz częściej myślę żeby się im poddać, przestać z nimi walczyć... zakończyć to swoje życie, zostawić wszystko za sobą.

Jestem beznadziejna

Jestem głupia, brzydka, po prostu beznadziejna. Wczoraj nie byłam w stanie wstać rano i wybrać córki do szkoły, nie dałam rady się podnieść z łóżka. Nie radzę sobie z obowiązkami domowymi, do pracy też nie chodzę bo nie dam rady, jestem na zwolnieniu lekarskim i coraz bardziej pogrążam się w szaleństwie. Mam dość samej siebie, nienawidzę siebie.  Ciągle myślę o odebraniu sobie życia ale nawet na to brakuje mi siły, a przede wszystkim odwagi.

środa, 5 kwietnia 2017

Zniknąć...umrzeć

Chciałabym zniknąć. Żeby tak móc być przezroczysta, niewidzialna. Chciałabym umrzeć, skończyć to swoje beznadziejne życie.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Męczy mnie...

Męczy mnie ciągłe siedzenie, nic nie robienie. Chciałabym wstać i zacząć coś robić, sprzątać, gotować, prasować lub cokolwiek innego zrobić. Jednak na wszystko brakuje mi siły i chęci, wszystko mnie przerasta, nawet najprostsze rzeczy stają się niewykonalne.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Brak mi sił...

na takie codzienne, zwykłe obowiązki. Nie potrafię zająć się domem, pozmywać naczyń, ugotować obiadu, odrobić z córką lekcji, zrobić zakupów itp. Zresztą jest mi obojętne czy w domu jest bałagan czy porządek, czy w lodówce jest coś do jedzenia albo czy  córka ma odrobione lekcje. Jedyne na co mnie stać to leżenie lub siedzenie i bezmyślne gapienie się całymi godzinami w telewizor.

sobota, 1 kwietnia 2017

Ludzie nie rozumieją...

Ludzie, zdrowi ludzie na co dzień nie myślą o śmierci. Ludzie tak bardzo chcą żyć, mają instynkt samozachowawczy...a myśl,że ktoś może nie chcieć żyć jest dla nich nie do zaakceptowania, nie do przyjęcia. Nie są w stanie tego zrozumieć, że ktoś myśli inaczej. Śmierć kojarzy się z czymś złym, ze smutkiem, z stratą kogoś bliskiego. Śmierć wywołuje strach...

piątek, 31 marca 2017

Wiersz o śmierci

Śmierć stoi obok każdego z nas
zagląda nam w oczy
patrzy nam w twarz
i śmieje się.
Dlaczego?
Dlatego,że każdy z nas boi się jej
ją to bawi
dlatego, że każdy z nas chciałby żyć
żyć jak najdłużej
a najlepiej gdyby wynaleźli
lekarstwo na długowieczność
na nieśmiertelność.
W świecie gdzie brak sprawieliwości
W świecie gdzie na każdym rogu ulicy
można znaleźć biedę
W świecie gdzie już nic już czasem
nie ma sensu.
Ona czeka, stoi spokojnie i
czeka
jest wszędzie
nikt jej nie widział...
ma zimne ręce i uśmiech
na twarzy.
Tylko ona wie, kiedy nadejdzie kres
A ja chce żyć
jeszcze kilka dni
kilka lat
kilka minut.
Chciałabym uciec
ona dogoni mnie,
Chciałabym się schować
ona odnajdzie mnie,
Chciałabym umrzeć
jeszcze nie teraz-mówi mi
i śmieje się.

czwartek, 30 marca 2017

Więcej...

Więcej czasu zajmuje mi myślenie, że muszę coś zrobić niż zrobienie tego. Wykonanie czegoś zajmuje mi teraz trzykrotnie więcej czasu niż jeszcze jakiś czas temu.

Wszystko jest problemem

Wszystko jest problemem, wszystko jest ponad moje siły... do tego brak snu. Marzę o tym by wieczorem się położyć i nie musieć rano wstawać, nie musieć w ogóle wstawać, najlepiej zasnąć na wieki...żeby nikt niczego ode mnie nie chciał,żeby nikt nic do mnie nie mówił, żadnych obowiązków, żadnej odpowiedzialności...nic pustka i cisza. I jeszcze żeby dało się wyłączyć myślenie. Wyłączyć TE myśli, a także myśli o żyletce, o samookaleczeniu się, o cięciu, o widoku powoli wydobywającej się krwi z rozcięcia, spływającej po skórze, zbierającej się w krople...STOP a może sznurek, spleść go mocno żeby wytrzymał mój ciężar...a może leki. Pójść do lekarza po jakieś tabletki na sen, połknąć je wszystkie a może łykać jedna po drugiej. Lubię tabletki, lubię je łykać, czuć w gardle, nie trzeba ich żuć ani gryźć, wystarczy łyknąć... i już przychodzi sen.

wtorek, 28 marca 2017

niedziela, 26 marca 2017

Papierosy

Papieros, jeden, drugi, trzeci I jeszcze jeden... już mi od nich aż niedobrze. Nie uspokajają sa tylko zajeciem dla rak I umyslu. Ide, siegam po paczke wyciagam jednego, wkladam do ust teraz zapalniczka, odpalam, przykladam ognik, zaciagam sie... wydmuchuje dym. Wiem, ze sa szkodliwe, ze smierdza nie potrafie jednak przestac palic. Sprawia mi to jakas tam przyjemnosc.