Wczoraj byłam z córką w kościele na majowym i zmarzłam jak (tu pada niecenzuralne słowo). Wybrałam się z gołą głową i w wiosennej kurtce, dobrze że córkę cieplej ubrałam, dzisiaj nie będę już taka glupia i założę coś cieplejszego.
Siedzę w tym domu i czekam na wiosnę, na te ciepłe dni, kiedy tak po prostu będzie można wyjść na dwór. Czekam, aż przyroda wreszcie obudzi się z zimowego snu i zrobi się w końcu zielono... A tymczasem to tylko deszcz albo wiatr i zimno, a ja nie lubię zimna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz