Kiedy po raz pierwszy szłam do psychiatry byłam przekonana, że po prostu dostanę jakieś tabletki i tyle. Kiedy lekarka zaczęła wypisywać zwolnienie byłam przerażona, nie chciałam tego, myślałam tylko o tym, że będę je musiała zanieść pracodawcy a ten pomyśli, że jestem jakąś wariatką i że nie będzie ze mnie już żadnego porzytku. Chciała od razu dać mi zwolnienie na miesiąc, nie zgodziłam się jednak. Stanęło na dwór dwóch tygodniach, po których była następna wizyta i wtedy zgodziłam się na miesięczne L4 które dostałam.
Z jednej strony nie chciałam zwolnienia, bałam się bezczynnego siedzenia w domu, bałam się że całkiem się załamię. Praca nadawała mi rytm dnia, mobilizowała do działania. Z drugiej strony wiedziałam, że jestem już w takim stanie, że nie dam rady pracować. Po pracy wracałam do domu tak zmęczona, że nie byłam w stanie już niczego w nim zrobić. To było straszne. Codziennie rano wstawałam i walczyłam ze sobą żeby pójść do pracy, czułam przed tym wewnętrzny opór. Do tego doszły objawy fizyczne- bóle mięśni, stawów, kręgosłupa, żołądka, ciągłe biegunki i okresy tak bolesne, że aż nie do wytrzymania, brałam dużo różnych tabletek przeciwbólowych które niekoniecznie pomagały. Miałam poczucie, że jestem wrakiem człowieka.
Wracałam do domu, piłam kawę i marzyłam tylko o tym żeby pójść spać. A kiedy wreszcie mogłam się położyć sen nie przychodził, a jak przychodził to budziłam się w nocy i nie mogłam już zasnąć. Bywało tak żespałam po zaledwie 2 godziny. Leżałam w łóżku i wsciekałam się próbując zasnąć. Kupowałam w aptece jakieś leki bez recepty na sen ale one nie pomagały. I tak trwałam w tym stanie całkowitego wyczerpania. W końcu pojawiły się myśli samobójcze, chęć zakończenia tego wszystkiego. Marzyłam tylko o tym żeby w końcu się wyspać.
Po czasie myślę, że to zwolnienie było najlepszym co mnie mogło wtedy spotkać. Psychiatra długo mnie do niego przekonywała ale udało się jej i jestem jej za to bardzo wdzięczna.
A pracodawca którego tak się bałam okazał się w porządku. Nie robi mi żadnych problemów z tego powodu. Kierownik zapewnił mnie, że praca na mnie czeka i że nie muszę się bać zwolnienia. To dużo dla mnie znaczy, daje poczucie bezpieczeństwa.
A wy co myślicie o zwolnieniach od psychiatry? Brać je czy nie brać? A może ktoś z was albo z waszych bliskich był na takim zwolnieniu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz