poniedziałek, 19 marca 2018
O rozstaniu z już byłym i nowym życiu
Parę miesięcy temu, a dokładnie 19 lipca tamtego roku postanowiłam rozstać się z moim wieloletnim partnerem i ojcem Młodej. Nikt a także ja sama nie wierzyłam, że wytrwam w tej decyzji, tyle razy się rozstawaliśmy, tyle razy go pakowałam i zawsze wracaliśmy do siebie. On obiecywał poprawę a ja udawałam, że mu wierzę. Ba! Ja naprawdę wierzyłam, że on się może zmienić, że może właśnie tym razem coś do niego dotarło, że zacznie pracować nad sobą, że się postara, że po prostu będzie dobrze...! Niestety nie było...Jak było naprawdę, co działo się w naszych czterech ścianach to wiemy tylko my, czasem mam wrażenie, że tylko ja ...no i Młoda...bo druga strona tego związku uważa, że...same domyślcie cię co, te które coś takiego przeżyły wiedzą na pewno. Tak więc koniec końców zostałyśmy we dwie i to była najlepsza decyzja, zarówno dla mnie jak i dla Młodej, wiemy co zastaniemy w domu po powrocie ze szkoły i pracy, nie czekamy na powrót "tatusia", nie musimy uważać co mówimy, jak się zachowujemy itp., itd. Oczywiście, że bywa ciężko, dla mnie pod względem finansowym, odpowiedzialności, ilości obowiązków itd. a i dla córki dużo się zmieniło, myślę, że mimo wszystko na lepsze. Obie uczymy się na nowo żyć, funkcjonować, radzić sobie...na początku towarzyszyła nam przez wiele miesięcy euforia, że jesteśmy same, teraz powoli przyzwyczajamy się na spokojnie do tego stanu rzeczy, nasze wyobrażenia mierzą się z realnym życiem. Jednakże mimo wszystko, mimo wszystkich ciężkich chwil nie żałuję decyzji o rozstaniu, nadal się nią cieszę, powoli odzyskuję spokój, pewność siebie to wszystko co zabrały mi te wszystkie lata...i wam drogie "ludki z cyckami" (jak to mówi mój znajomy), życzę odwagi do podejmowania ryzyka, odwagi żeby się rozstać i pozwolić sobie w końcu żyć
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz